Grecja pod wieloma względami od samego początku była mocno specyficznym państwem członkowskim. Do Wspólnot weszła już w 1981 r., jeszcze przed Hiszpanią i Portugalią (których akcesja nastąpiła w 1986 r.). Od samego początku nikt nie krył, że członkostwo Helledy jest członkostwem na wyrost, członkostwem, które miało być marchewką dla Greków, aby uciąć ich ewentualne predylekcje do pójścia w stronę kolejnej odsłony dyktatury, z jaką zmagali się w trudnych czasach powojennych. Członkostwo Grecji miało też przeciąć spekulacje na temat jej ewentualnego flirtu z komunistami z Moskwy, w czasach kiedy rywalizacja bloku wschodniego z zachodnim weszła w decydującą fazę. Jednocześnie była pewnego rodzaju zachętą dla Turcji, która od lat 80-tych XX w. nie ukrywała swoich europejskich ambicji (negocjacje w sprawie członkostwa Ankara uruchomiła oficjalnym wnioskiem aplikacyjnym złożonym w 1987 r.). Widać z tego, że w przeciwieństwie do innych państw, zwłaszcza państw Europy Środkowej, członkostwo Grecji było nie tyle efektem systematycznego wypełniania kryteriów członkostwach, co decyzją w pierwszej kolejności na wskroś polityczną, a nie ekonomiczną (oficjalna chęć przystąpienia została zgłoszona przez Ateny w 1976.r, dwa lata po obaleniu dyktatury czarnych pułkowników).

 

Podobnie polityczny wymiar miało włączenie Grecji do strefy euro, do której Grecja przyjęta została już w 2001 r., czyli dwa lata po roku, który w Maastricht został wskazany jako paneuropejski moment wprowadzenia unijnej waluty. Od samego początku nie ukrywano przy tym, że udział Grecji w eurolandzie jest motywowany kwestiami politycznymi, a nie ekonomicznymi. Dziś już nikt nie wątpi, że był to strategiczny błąd UE, który w punkcie wyjścia osłabił euro i stał się zarzewiem tlącego się kryzysu monetarnego, który z całą ostrością wybuchł w 2009 r.

 

Grecja zdecydowanie najgorzej radziła sobie z wypełnianiem kryteriów z Maastricht (określających warunki wprowadzenia euro). Miała olbrzymie kłopoty z inflacją, długiem publicznym i deficytem. Z tych też powodów w maju 1998 r. Rada UE podjęła decyzję, że Grecja będzie jednym z państw, które (przynajmniej przez jakiś czas) nie przyjmą unijnej waluty. Głównym i trudnym do obalenia argumentem Rady były systematyczne raporty o konwergencji przygotowane przez Komisję Europejską oraz Europejski Instytut Walutowy. Wyraźnie stwierdzono w nich, że Grecja nie spełniła żadnego z kryteriów konwergencji.  Do stycznia 1998 r. średnia roczna inflacja w Grecji wynosiła 5,2%, podczas gdy wartość referencyjna, której nie można było przekroczyć, aby wejść do strefy euro wynosiła 2,7% Deficyt sektora finansów publicznych w 1997 r. wyniósł 4%, a dług publiczny przekraczał już wówczas 100% PKB i był jednym z najwyższych we Wspólnocie. Pod koniec 1997 roku było wiadomo, że grecki plan konwergencji przewidziany na lata 1994 – 1999 zakończył się fiaskiem. Drzwi do strefy euro zostały zamknięte. Grecy nie rezygnowali jednak z ambitnych planów integracji walutowej. Zrewidowany w grudniu 1997 r. grecki plan konwergencji, realizowany w latach 1998 – 2001, przyniósł lepsze efekty. Przynajmniej na papierze, bo dziś nawet UE przyznaje otwarcie, że wiele z wykazywanych wówczas wskaźników było zasługą nie tyle wdrażanych reform, ile kreatywnej księgowości. W ten sposób większość wskaźników gospodarczych poprawiła się, a tempo inflacji zaczęło zwalniać. Pod koniec 1999 r. Komisja Europejska oceniała, że Hellada poczyniła widoczne postępy, choć nie wypełniła wszystkich kryteriów konwergencji. Na rok przed wejściem do unii walutowej Grecja borykała się z długiem publicznym w wysokości 105 proc. PKB. Niemniej Rada UE pozytywnie oceniła przedstawiony raport o konwergencji. W maju 2000 r. na wniosek Rady Komisja Europejska uznała, że Grecja może przyjąć wspólną unijną walutę (choć warto wskazać, że Europejski Bank Centralny był tutaj więcej niż wstrzemięźliwy). Oficjalnie przyjęcie euro nastąpiło 1 stycznia 2001 r.

 

Kryzys finansowy jaki dotknął Grecję w 2009 r. obnażył błąd jakim było włączenie Hellady do unii walutowej. W samej Grecji, sfrustrowanej fatalną sytuacją finansową pojawiły się nawet otwarte hasła exitu, a Grecy uwierzyli, że ich kryzys to efekt machinacji finansowych głównie niemieckich i francuskich banków, dla których Hellada była istnym eldorado. Sama Unia podjęła działania naprawcze, a powody ku temu były dwa zasadnicze. Pierwszym, było uchronienie unijnej gospodarki przed efektem domina, które musiałby zadziałać w sytuacji, kiedy największe banki UE straciłyby płynność finansową. Swoją drogą przy tej okazji chroniono banki w Berlinie i Paryżu, zarówno państwowe, jak i prywatne, które w największym stopniu pompowały pieniądze w greckie inwestycje.  Drugim powodem, była chęć przecięcia spekulacji na temat potencjalnego wyjścia Grecji z UE, co kładło by się cieniem na całej Wspólnocie, a zarazem uniemożliwiało przeprowadzenie ważnych dla UE inwestycji ekonomicznych i politycznych na południu Europy (tzw. „korytarz grecki” ma strategiczne znaczenie w polityce imigracyjnej oraz w polityce energetycznej z uwagi choćby na gazociąg TAP). Ponadto ewentualny grexit mógłby być niewątpliwym wzmocnieniem Moskwy, która z pewnością podjęłaby próbę odbudowy swoich wpływów, a czego UE chciała za wszelką cenę uniknąć. Poza tym nie można zapominać, że podjęcie planu naprawczego wobec Grecji miało ratować w jakimś sensie twarz instytucjom unijnym, które przecież przymykały oczy na grecką sprawozdawczość, która pozwoliła włączyć Ateny do eurolandu.

 

Unijny plan ratowania greckiej gospodarki, narzucony przez Niemcy – największego partnera handlowego, a zarazem największego kredytodawcę Aten – był bezprecedensowym działaniem wobec państwa członkowskiego. Zawierał się on w udzielaniu dalszych kredytów Grecji, wykupowaniu tamtejszej gospodarki przez podmioty najbardziej zainteresowane oraz poddaniu skrupulatnej kurateli całej gospodarki, która przez następne 12 lat (aż do sierpnia 2022 r.) podlegała szczegółowej sprawozdawczości. W tym czasie Ateny otrzymały w sumie trzy pakiety pomocowe o łącznej wartości 289 mld euro. Przeciętny Grek tych pieniędzy jednak nie zobaczył: były one bowiem przeznaczone na spłatę przez ten kraj swoich zobowiązań wobec prywatnych i publicznych wierzycieli. Pożyczki, nadal chętnie udzielane głównie przez niemieckie baki,  były za to opatrzone drastycznymi warunkami. Sytuacja Grecji z dnia na dzień pogarszała się  tego stopnia, że w 2015 r. reprezentujący barwy radykalnie lewicowej partii Syriza Aleksis Tsipras zdecydował się na otwarty konflikt z ówczesnym ministrem finansów Niemiec Wolfgangiem Schäublem. W przeprowadzonym wówczas referendum Grecy masowo odrzucili stawiane przez Unię i Berlin warunki. Schäuble zagroził wtedy, że jeśli nie zostaną spełnione stawiane żądania, Grecja zostanie wyrzucona ze strefy euro, a być może również i z Unii, co oznaczałoby, że  będzie sama radzić sobie z kryzysem i faktyczną perspektywą upadłości. Tsipras, mimo wyniku głosowania, wprowadził więc wszystkie wymagane formalnie warunki poddając się dyktatowi Unii.

 

W 2022 r. UE obwieściła zakończenie kuracji greckiej gospodarki. Wielu Greków uważa jednak, że zastosowane przez Brukselę leczenie było gorsze niż choroba, a Helladę w dalszym ciągu drąży kryzys nie tylko ekonomiczny, ale i społeczny. Dług publiczny Grecji   pod koniec 2021 r. przekroczył 200% PKB i był największym w całej UE (gdzie średni poziom długu dla całej UE wynosi 90%, a dla państw strefy euro 97%, podczas gdy – dla porównania –  dług Polski wynosi 56% PKB). PKP per capita wyrażony w PPS jako procent średniej unijnej  w 2021 r. był przedostatnim w całej UE i wynosił 65% (dla porównania Polski wskaźnik to 77%). Co gorsza, według danych greckiego urzędu statystycznego (ELSTAT) aż 28,3 proc. Greków żyje poniżej progu ubóstwa, co oznacza ponury rekord w Unii.  Średnia pensja w Grecji wynosi ledwie 700 euro miesięcznie, a jeszcze w 2006 przekraczała kwotę 1300 euro. Podobna jest wielkość średniej emerytury w kraju, gdzie z uwagi na przywileje socjalne z przeszłości emerytów jest aż 2,5 mln osób na 10,3 mln. ogółu mieszkańców. Starzenie się społeczeństwa jest przy tym bez wątpienia największym ciężarem, tym bardziej, że od wybuchu kryzysu ponad 400 tys. młodych Greków wyjechało za granicą w poszukiwaniu lepszych warunków życia. W efekcie terapia szokowa, będąca dowodem istnego ubezwłasnowolnienia Aten w zakresie gospodarczym, pomogła wierzycielom Grecji (Niemcom, w mniejszym stopniu Francuzom), natomiast Grecję pozostawiła w opłakanym stanie. Już dziś wskazuje się, że powoduje to, iż kryzy południa Europy jedynie przygaszono, ale w dalszym ciągu tli się on  i z pewnością kiedyś wybuchnie ze zdwojoną siłą (dowodem na to jest wysokość długu publicznego państw UE, w której prym wiodą takie państwa jak: Włochy – wysokość długu 165%, Portugalia – 130%, Hiszpania – 121%, Francja – 116% i Cypr – 110%).

Facebook
YouTube