Wznowienie dyskusji o tzw. pakcie migracyjnym UE przy okazji finiszu szwedzkiej prezydencji w Radzie UE miało dać chociaż jeden wymierny efekt przewodnictwa Sztokholmu w UE. Patrząc na historię dyskusji na temat paktu założenie to z góry było fałszywe i zdane na porażkę. Wynika to nie tyle z błędów, czy też nieudolności szwedzkiej prezydencji, ile błędnego założenia jakie od samego początku w stosunku do paktu sformułowano.

Otóż, aby uporządkować toczącą się dyskusję, należy wyjść – jak zawsze – od traktatów. Tutaj kluczowe znaczenie ma art. 79 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TfUE). Zgodnie z jego brzmieniem Unia rozwija wspólną politykę imigracyjną mającą na celu zapewnienie skutecznego zarządzania przepływami migracyjnymi, sprawiedliwe traktowanie obywateli państw trzecich przebywających legalnie w państwach członkowskich oraz zapobieganie nielegalnej imigracji i handlowi ludzi oraz wzmocnienie ich zwalczania. Art. 79 TfUE wskazuje jednocześnie, że państwa członkowskie mają prawo do ustalania wielkości napływu obywateli państw trzecich przybywających z państw trzecich na ich terytorium w poszukiwaniu pracy najemnej lub na własny rachunek.

W efekcie trzema traktatowymi filarami polityki migracyjnej UE są: 1) to, że Unia prowadzi wspólną politykę migracyjną w stosunku do legalnych migrantów, która to polityka ma przede wszystkim zapewnić ich sprawiedliwe traktowanie; 2) zapobieganie, a w razie wystąpienia, zwalczanie nielegalnej migracji do UE; 3) prawo państw członkowskich do samodzielnego ustalania wielkości napływu obywateli państw trzecich przybywających z państw trzecich na ich terytorium w poszukiwaniu pracy najemnej lub na własny rachunek.

Obecne, ponowne negocjacje na temat paktu migracyjnego UE dowodzą najlepiej, że sama UE nie traktuje poważnie przepisów traktatowych, pragnąc narzucić zupełnie pozatraktatowe mechanizmy.

Po pierwsze, warto zauważyć, że cała dyskusja dotyczy w istocie, choć nikt tego tak nie nazywa, legalizacji nielegalnej migracji z państw trzecich do państw członkowskich. Tymczasem art. 79 TfUE wyraźnie wskazuje, że zadaniem Unii jest zapobieganie, a w razie wystąpienia zwalczenie nielegalnej migracji i handlu ludźmi! Jednak, paradoksalnie, cała dyskusja nad paktem dotyczy w istocie działań odwrotnych do tego co nakazuje art. 79 TfUE. Artykuł ten nakazuje zapobieganie i zwalczanie nielegalnej migracji, gdy tymczasem pakt, zamiast rozwiązać problem petryfikuje go. Słusznie zauważyła to premier Włoch G. Meloni, wskazując na niedawno zakończonym szczycie w Brukseli, że UE przeniosła problem migracji, w wyniku czego zamiast problemu zewnętrznego (tj. ochrony granic zewnętrznych UE przed napływem nielegalnych migrantów) przekształciła go w problem wewnętrzny (tj. relokacji nielegalnych migrantów z jednego państwa członkowskiego do innego państwa członkowskiego). Takie działanie ani de facto, ani de iure nie rozwiązuje problemu nielegalnej migracji, a to w tym zakresie ma kompetencje UE.

Dodać przy okazji należy, że propozycje UE nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwym traktowaniem migrantów, co przecież także nakazuje art. 79 TfUE. Widać to najlepiej w wysokościach kwot za migrantów jakie przedstawiła UE. Pseudodobrowolny mechanizm rozlokowywania migrantów UE skonstruowała na zasadzie, że albo państwo członkowskie przyjmie migrantów w kwocie narzuconej dyskrecjonalnie przez Komisję Europejską, albo dane państwo zapłaci za każdego nieprzyjętego migranta 20 tys. euro. Trąci to jawnie handlem ludźmi, któremu to handlowi, według art. 79 TfUE, Unia Europejska miała przeciwdziałać a nie legalizować go (sic!). Po drugie, w zestawieniu z uchodźcami wojennymi z Ukrainy pokazuje jak niesprawiedliwie są migranci w UE traktowani. Dość przypomnieć, że UE wspierając m.in. Polskę w przyjmowaniu uchodźców wojennych z Ukrainy określiła wysokość pomocy mniej więcej na poziomie 100 euro na jednego uchodźca! Nie wiadomo dlaczego UE wyliczyła, że jeden uchodźca wojenny z Ukrainy kosztuje 100 euro, a dlaczego jeden uchodźca ekonomiczny z Północnej Afryki ma kosztować 20 tys. euro.

Wreszcie nikt nie pyta skąd w ogóle wziął się problem nielegalnych migrantów w UE. Tymczasem wygenerowała go niemiecka polityka Herzlich Willkommen, która zresztą realizowała traktatową zasadę, zgodnie z którą państwa członkowskie mają prawo do samodzielnego ustalania wielkości napływu obywateli państw trzecich przybywających z państw trzecich na ich terytorium w poszukiwaniu pracy najemnej lub na własny rachunek. Niemieckie Herzlich Willkommen rzucone przez kanclerz Angele Merkel miało na celu zgromadzenie tanim kosztem siły roboczej dla niemieckiej gospodarki, aby zapewnić jej konkurencyjność i prym w UE. Wbrew oczekiwaniom z zaproszenia kanclerz Merkel skorzystały jednak osoby niekoniecznie garnące się do pracy, a raczej oczekujące na profity niemieckiego walfare state, co przy napływie masy ludzi okazało się nie kołem zamachowym dla niemieckiej gospodarki, ale raczej kamieniem u jej szyi. Stąd wziął się prosty pomysł, aby niemiecki problem przerzucić na pozostałe państwa członkowskie w imię unijnej zasady solidarności. W rezultacie, Niemcy powołując się na art. 79 TfUE najpierw zaprosili migrantów, licząc że będą dla nich tanią siłą roboczą, a jak się okazało, że migranci ci są drogimi utrzymankami niemieckich podatników, podrzucili kukułcze jajo UE, która kierując się interesem Berlina de iure legalizuje nielegalną migrację i handel ludźmi zamiast podejmować działania, które będą temu przeciwdziałać.  

Facebook
YouTube