5 kwietnia 2024 r. minęła 35 rocznica zakończenia obrad Okrągłego Stołu. 7 kwietnia z kolei upłynęło 35 lat od tzw. noweli kwietniowej do Konstytucji PRL. Obydwa wydarzenia są w polskiej narracji historyczno-politycznej najczęściej identyfikowane jako momenty przełomowe, momenty, które wyznaczają cezurę czasową między PRL a nową, demokratyczną Rzeczpospolitą. W dominującym przekazie  zarówno Okrągły Stół, jak i na swój sposób ratyfikująca jego ustalenia w sensie prawnym, nowela kwietniowa to przykłady pokojowej rewolucji, w wyniku której komuniści zdecydowali się oddać władzę i przejść do demokratycznych, konkurencyjnych reguł rywalizacji politycznej. W podręcznikach i obowiązujących przekazach obydwa wydarzenia świadczyć mają o dojrzałości i odpowiedzialności obydwu stron polskiego sporu politycznego. Mają być dowodem na to, że autorytaryzm komunistyczny można było rozbroić negocjacjami i siłą argumentów, a nie argumentem siły.  Że w sytuacji krytycznej Polacy, mimo wszystko, umieją się porozumieć, a komuniści okazali ludzką twarz i przystąpili do negocjacji, a nie jak wcześniej do siłowego rozwiązania konfliktu, który mógł tylko nakręcać spiralę wzajemnej nienawiści.

W tym, najczęściej dziś spotykanym przekazie, rozmowy Okrągłego Stołu zakończyły się „Porozumieniem w sprawie reform politycznych”, które dwa dni później przekuto w zmianę Konstytucji PR. W jej wyniku m.in. restytuowano Senat, przywrócono instytucję Prezydenta, a formułę wyborczą do kolejnego Sejmu uzupełniono o tzw. kontrakt, wyborczy zakładający, że 65% miejsc będzie zarezerwowanych dla komunistów (oficjalnie nazywanych od tej pory stroną koalicyjno-rządową), zaś w pozostałych 35% wybory sejmowe będą autentycznie wolne, co oznacza, że o mandaty będą mogli rywalizować zarówno przedstawiciele „Solidarności”, jak i obozu komunistycznego wraz z jego poplecznikami. Ten kontrakt ogłoszono demokratycznym otwarciem, początkiem polskiej drogi do demokracji. Przeprowadzone dwa miesiące później wybory, w których 35% miejsc zostawionych dla wolnej gry wyborczej zdobyli przedstawiciele „Solidarności”, ogłoszono oficjalnie „końcem komunizmu”.  W efekcie to wszystko, co stało się wiosną 1989 r. określono mianem wynegocjowanej rewolucji.

Należy jednak mieć w pamięci, że ta hurraoptymistyczna narracja nie jest jedyną, jaka towarzyszy Okrągłemu Stołowi i noweli kwietniowej. Zgoła inna pokazuje, że tak jak najważniejsze rozmowy i ustalenia nie miały wcale miejsca przy Okrągłym Stole, tylko w wilii w Magdalence, tak rzeczywiste intencje prowadzonych rozmów były także nieco odmienne. Komuniści, o czym należy pamiętać, nie podjęli by żadnych rozmów z „Solidarnością” bez zielonego światła ze strony Moskwy. Przekonanie, że Okrągły Stół był pomysłem Polaków jest złudne i z gruntu fałszywe. To w Moskwie zgodzono się na swoiste przetestowanie mechanizmu negocjacyjnego, bynajmniej nie po to, by koniec końców oddać władzę i przekształcić  istniejący zamordyzm w demokrację, tylko, żeby podzielić się władzą i strefami wpływów, zaś w miejsce wcześniejszego zamordyzmu ustanowić jakąś mieszankę z formalnymi pozorami  demokracji i właściwym meritum, tkwiącym w ówczesnej rzeczywistości, w której ciągle tasuje się tę samą talię kart (politycznych i personalnych). Istotą porozumienia była w sumie repartycja wpływów i interesów oraz ich konstytucyjne zabezpieczenie. To dlatego przecież nowela kwietniowa restytuowała  urząd prezydenta (jeszcze wówczas PRL), z nader licznymi kompetencjami i prerogatywami, włącznie z osławionym prawem do rozwiązania Sejmu jeśli ten podjąłby uchwałę uniemożliwiającą prezydentowi wykonywanie jego konstytucyjnych obowiązków.  W tej konwencji należy też oglądać odbudowę Senatu, któremu jednak „wybito zęby”, czyli sprowadzono do roli tzw. „izby refleksji i rozwagi”. To była swoista cena za Senat i fakt, że wyjęto go spod kontraktu wyborczego, co oznacza, że nie mógł być on odgórnie kontrolowany, ale ceną tego braku kontroli było maksymalne pozbawienie go kompetencji. Także Sejm pozostawał, przynajmniej formalnie, kontrolowany przez komunistów, którzy zagwarantowali sobie a priori pulę 65% mandatów (a to, że  sama PZPR się rozpadła było konsekwencją późniejszych wydarzeń). W sensie konstytucyjnym jednak, nowela kwietniowa nie tyle więc była krokiem na drodze ku demokratyzacji, ile raczej była apogeum autorytarnej próby utrzymania kontroli nad całym ówczesnym systemem. W istocie Okrągły Stół dał jedynie społeczną legitymizację całej zmiany i dopuścił obóz „Solidarności” do wpływów politycznych, ale co do istoty system miał być utrzymany w rękach komunistów. Gwarantowały to nie tylko  zmiany prawne, ale  także niezwykle istotne ustalenia personalne. Stanowisko Prezydenta PRL zastrzeżono przecież dla W. Jaruzelskiego, premierem miał być z kolei Cz. Kiszczak. To, że nie wszystkie z tych ustaleń ostatecznie się sprawdziły  było konsekwencją późniejszej dekompozycji obozu komunistycznego, który np. nie znalazł większości dla poparcia rządu Cz. Kiszczaka. Doprowadziło to do podniesienia przez „Solidarność” hasła „wasz prezydent nasz premier”,  co we wrześniu 1989 r. doprowadziło ostatecznie do powstania rządu T. Mazowieckiego, którego przy Okrągłym Stole w ogóle nie kalkulowano.

Okrągły Stół, choć w narracji   głównego nurtu ciągle postrzegany jest jako początek demokratyzacji, w istocie był raczej próbą zabetonowania sytemu i repartycji władzy i wpływów między obozem komunistycznym a ówczesną „Solidarnością”. W efekcie, cały system polityczny tzw. III RP zmaga się bolączkami tej repartycji, co widać m.in. w sądownictwie (które nie było przecież zreformowane i pozostało szańcem komunistów poprzez uznanie, że od tego momentu jest  ono odrębnie i niezależne), czy w mediach (którego konsekwencją jest tzw. Michnikowszczynza, tzn. specyficzne ustalanie, że obóz okrągłostołowy utrzymuje dominację w mediach, narzuca obowiązującą narrację, a zarazem torpeduje wszystkie inne media, które nie akceptują okrągłostołowego monopolu).

Mimo więc upływu 35 lat od wydarzeń Okrągłego Stołu pozostaje on w najnowszej historii politycznej Polski wydarzeniem przełomowym, nie w tym sensie, że otworzył system na demokratyczną i, co za tym idzie, pluralistyczną rywalizację, ale w tym sensie, że spetryfikował pewien wysoce specyficzny układ powiazań politycznych, personalnych i gospodarczych, który złożył się na tzw. establishment III RP. 

Facebook
YouTube